wtorek, 25 sierpnia 2015

Trochę o życiu i śmierci...

Witam Was serdecznie,
czasem jest tak, że masz jakiś pomysł na post. Zbierasz się od kilku dni, by to napisać - oprawiasz zdjęcia, etc., ale dzieje się coś, co nie pozwala Ci tego napisać w wybranym dniu. Wiesz, że Twoje sumienie i Twój duch nie zdzierży wpisu o koncercie, filmie, bólu nogi i brzucha...
Takie sytuacje zdarzają się dość często - szczególnie u mnie.
Dziś jest taki dzień...

Życie - niby każdy z Nas wie czym jest, ale nikt nie potrafi go zdefiniować do końca.
Śmierć - tajemnica wszechświata, której jedni się boją, drudzy fascynują, a inni do niej zmierzają na własne żądanie, albo dopada ich zbyt szybko.

I tu się rodzi pytanie: po co żyć?
Po to człowiek zaczął wierzyć w niebo i w piekło, zaczął stwarzać bajki o Królestwie, do którego pójdziesz na całą wieczność, jeżeli przez kilka lat durnej ziemskiej egzystencji będziesz "prawym" wyznawcą tego czy innego systemu religijnego...

A może trafisz po śmierci do innego ciała, kraju, w inny czas? (skłaniam się ku tej wersji i wierzę w nią całą duszą...). Jak gdybyś miał znów pracować na to, co miałeś kiedyś i rozpatrywać co i jak uczyniłeś źle. Raz bogatym dekadentem z francuskiej bohemy, raz polskim nędznikiem w szarym świecie bez barw, raz pasterką w Alpach, raz Hatszepsut, raz Baudelaire'em, raz zastrzelonym bankierem... Koło życia: narodziny, śmierć, odrodzenie, śmierć i tak dalej.

Po co żyć?
Na co i po co to wszystko? Ból codziennego istnienia? Uczucie ludzkiej ułomności i wad śmiertelnego ciała... Patrzysz na doskonałe istoty boskie: bogów, anioły, postaci nieśmiertelne; i co masz z tego? Czemu nie jestem taki jak one? Szczęśliwy, świetlisty, nieśmiertelny, wiecznie młody i piękny! Silny i potężny! Uosobienie mądrości i heroizmu...

Jak nagi robak ryję w ziemi, zależny od wszystkiego co mnie otacza: od wilgotności, od gleby, od upływu czasu, który bezlitośnie tnie moje rumiane śmiertelnością ciało. Wydaje mi się, że mogę wszystko! Że mogę być kimkolwiek chcę! ale... Jak z robaka mogę stać się błyszczącym pegazem? Upadam... i wiem, że kiedyś się nie podniosę. Nie mogę słuchać o tym, że upadek jest zwycięstwem - irracjonalne brednie. Wszyscy obok mnie - bracia zgniłej ziemi - robią to co ja. A może ja robię co oni? Jem, wydalam, oddycham... Wszyscy wyglądamy tak samo, uciekając przed czasem, który jest szybszy, tak po prostu.
Tak po prostu jesteśmy na przegranej pozycji...
Tak po prostu umieramy...
Na niczyje podobieństwo. Nie na podobieństwo aniołów, dalekowschodnich bóstw czy chrześcijańskiego Boga. Nie mamy skrzydeł, nie mamy nieograniczonej mocy.
Ułomność to wykładnik ludzki...
Ułomność to nasza potęga i przekleństwo...
Miliardy ułomnych robaków zależnych od każdego czynnika napotkanego na drodze.



Aż w końcu dopada nas ona: kochanka Śmierć, która chodzi za niektórymi jak cień, dając znaki, które nas przestrzegają. A jej małżonkiem Czas, cholerny potwór, zmuszający nas do przemierzania życia na kolanach.





A jakby tak oszukać Śmierć?
A jakby tak przechytrzyć Czas?



listopad 2012... muszę powtórzyć te zdjęcia, tym razem z lepszym fotografem





Już czuć słodki zapach, który uderza w nozdrza z siłą bomby atomowej. Oszałamia i odurza w jednej sekundzie, przyprawia o mdłości... Jak nadgniłe kwiaty - tajemniczy, okrutny, piękny i obrzydliwy zarazem. Wywołuje ambiwalentne emocje: kusi i odrzuca.
Jest jak piękne, dojrzałe, czerwone jabłko pod szklanym kloszem. Chciałbyś go spróbować, ale się boisz...

Strach - kolejna składowa ludzkiej ułomności.


Ale życie pali... Wypala do cna, przeraża może i silniej niż Śmierć, boli tysiąc razy mocniej.
Ale życie jest piękne... Może każdy z Nas jest masochistą przez ten fakt, ale chyba warto.

Warto kiedyś spojrzeć na swoje dziecko i stwierdzić, że to jest Twoje największe osiągniecie. Nie, nie szkoła, studia, praca, czy nawet dom... Tylko dziecko i jego wychowanie - cząstka Ciebie, która pozostanie, kiedy trafisz do zgniłej ziemi...


Życie to przekleństwo i dar jednocześnie...
A Śmierć nie jest zła... Jest nieodzowna dla naszych ułomnych ciał... Czasem przychodzi zbyt szybko...
Pozostaje cierpienie...
Ale czy Życie nie jest nieustannym pasmem cierpień, przetykanym szczęściem...?





I taką sentencją kończę na dziś, kochani...

Do zobaczenia kolejnym razem.

2 komentarze:

  1. Zakończenie trochę shopenhauerowskie. On uważał, że życie to pasmo udręk i cierpień ale dzięki sztuce można poczuć trochę szczęścia.
    A mi się wydaje, że życie to po prostu zwykła i przeciętna codzienność. Ale czasami do tej codzienności wkrada się szczęście lub nieszczęście - i tak w kółko, aż do śmierci....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt - sztuka przynosi szczęście, ale też i cierpienie dla samego autora.
      Z kolei nie tylko sztuka potrafi przynieść nam odrobinę szczęścia. Szczęście możemy odnaleźć we wszystkim - w jesiennym deszczu, w blasku księżyca... Tak samo jak nieszczęście, bo to co nieraz kojarzy nam się z radością, któregoś dnia może uzmysłowić nam coś całkiem innego, np. samotność, pustkę. Wszystko jest stanem umysłu, tak na to wychodzi

      Usuń